RECENZJE

MAŁGORZATA NIEMEN - modelka, malarka :

Koncert w Studiu im. Witolda Lutosławskiego skończył się zbyt szybko. Spędziłam tego wieczoru wyjątkowe chwile, z pięknie podaną poezją i bezpretensjonalnie pogodną interpretacją..........życia. Hanna Banaszak z klasą i nie narzucającym się wykonaniem, to mnie wzruszała, to znów nastrajała refleksyjnie. W dzisiejszych czasach nadmiaru wszystkiego; nachalnych słów zewsząd, malizny muzycznej, czy podnoszonej do najwyższej rangi – nijakości niektórych „artystów”, Hanna Banaszak sprawia, że nie tracę nadziei na trwanie i przetrwanie tego, co w sztuce szczere i prawdziwie utalentowane.

Małgorzata Niemen

WOJCIECH KASS - poeta, opiekun muzeum K. I. Gałczyńskiego:

Na koncercie Hanny Banaszak, w leśniczówce Pranie, pojawił się światowej sławy dyrygent Jan Krenz. Na wielu innych nie był, ale na ten pomimo sędziwego wieku, przybył. Należy do garstki tych żyjących, którzy osobiście znali Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Muzyka w życiu tego poety, choć sam jej nie komponował, była czymś więcej, niż estetycznym dodatkiem. Była organiczną częścią jego życia. Nie trudno mi sobie go wyobrazić, siedzącego na tym koncercie obok Krenza i dającemu się ufnie, z przymkniętymi oczyma, wieść głosowi Hanny Banaszak, któremu chce zaufać, jak dziecko. W Berlinie, w jednym z teatrzyków słuchał innej artystki Inge Bartach, śpiewającej piosenki do słów Kurta Tucholskiego, a potem napisał o niej piękny wiersz. Jego słowami mógłbym skłonić się przed Hanną Banaszak : „ ... i było w niej coś....kobiece, nieuchwytne, dalekie”. A głos, ten porywający głos Hanny – dobywający się z głębin drobnych poruszeń; kwileń, szeptów, zaklęć i zarazem zdobywający niepojęte i dalekie wiry sfer obracających się metalicznie i zimnie, ten głos splatający biegun gorąca i biegun zimna, przy czym pierwszym włada szerokie, żywe serce, drugim zamrożone serce królowej śniegu – ten głos potrafi rzeźbić powietrze - jakby było z marmuru, giąć je – jakby było z mosiądzu. Należy do tych bardzo nielicznych artystów piosenki , niestrudzenie poszukującej własnej formy, tej jedynej, niepowtarzalnej, która zdołałaby rozświetlić drzazgę ich artystyczno- ludzkiej prawdy. Szerokim łukiem omija sformatowany przemysł piosenki, jego protezy, śmieszne maniery, żałosne mizdrzenie się , jego kostium z kiczu. Kiedy wychodzi na scenę, jest na niej zwyczajnie i naturalnie godna - lecz nie wyniosła, wybredna - ale nigdy kapryśna, wymagająca – lecz nie pretensjonalna, wrażliwa – ale nigdy egzaltowana.

Wojciech Kass

ANNA SROKA - aktorka, pieśniarka:

Każdy recital Hani Banaszak to wydarzenie muzyczno-poetyckie i metafizyczne. To artystka charyzmatyczna, z niesamowitym wachlarzem możliwości i ponadczasową klasą. Z niewiarygodnym wdziękiem i szacunkiem interpretuje największych polskich tekściarzy. Obcując z nią na koncercie, odkrywamy Hannę Banaszak kolorową, odważną, nowatorską, niedefiniowalną. Spotykamy muzyka, wokalistkę – barda, tekściarkę – poetkę i kompozytorkę pięknego Człowieka. Jej wokalna interpretacja „Dzieci Sanchezja” Chuck-a Mangione weszła już do kanonu. Droga artystyczna jaką wybrała, to kierunkowskaz dla wielu ambitnych.

Anna Sroka

MICHAŁ RUSINEK - literaturoznawca, poeta:

Hania Banaszak ma to do siebie, że śpiewając mówi. Jej głosu słucha się tak, jak słucha się kogoś, kto ma cos ważnego, osobistego do powiedzenia. W jej koncertach my, publiczność, bierzemy udział tak samo, jak bierze się udział w jakiejś rozmowie. Rozmowie, która także nas dotyczy.

Michał Rusinek

WIESŁAW KOMASA - aktor, reżyser:

W tym koncercie Hanna Banaszak dodaje do dawnych atrybutów swojego talentu takich, jak: głos, dykcja, muzykalność, kultura wykonania, atmosfera osobowości – jeszcze jeden element : interpretacje tekstu literackiego. Wykonawczyni panuje nad przestrzenią poetycką słowa i łączy go z perfekcyjnie prowadzoną linią melodyczną. Osiągnięcie tej rzadkiej formy służy Hannie Banaszak do wyśpiewania prawdy w większej ekspresji artystycznej, przez co piosenkę zamienia w pieśń, jedną z najtrudniejszych form wykonania estradowego.

Wiesław Komasa

MARIUSZ KRUK - malarz, poeta:

Jej pieśń to życie. A życie w niej bardziej żywe i miłość pełniejszą miłością i smutek o wiele smutniejszy i nienawiść w pięknie, bardziej nienawidząca.
A śmierć bardziej śmiertelna.
Harmonia.

Mariusz Kruk

DOBROMIR KOŻUCH - poeta , przyjaciel:

Szkicu o Hani nie można umieścić w żadnych ramach. Artystka bowiem, wymyka się jakimkolwiek schematom. Iluż przez lata doświadczyła metamorfoz. Wciąż pełna witalności wręcz życiodajnej, korzeniami sięgającej jednak głębokiej refleksji nad kondycją duchową człowieka i świata. Dowodem choćby dobór repertuaru. Utwory takie, jak kiedyś wykonywana „Modlitwa” Okudżawy, czy dzisiejsza „Nienawiść” Szymborskiej. O ludziach, niezmiennie od lat wyraża się wyłącznie dobrze. Szczególnie tych nadwrażliwych, napiętnowanych i odrzucanych. Posiada niezwykle przenikliwe spojrzenie. W głąb. Błyskotliwie pozbawia nim swoich rozmówców, rozmaitych masek. Dlatego trzeba wewnętrznej uczciwości i odwagi, żeby wejść z Nią w prawdziwy dialog. Ale, jak może on być niezwykły i twórczy przekonali się wszyscy, którzy podjęli taką próbę. Głos Hani, który rozlega się w realnym kosmosie, wypływa z jej wewnętrznego kosmosu, którego fragmenty odkrywa przed nami zarówno w czasie recitalu, jak i w pisanych od lat wierszach, czy fotografiach wykonywanych niejako po drodze. Kiedy przymykamy oczy, głos Hani staje się smugą światła latarni morskiej i jakże inaczej zaczynamy się wtedy czuć, na rozpędzonym okręcie świata.

Dobromir Kożuch

MIROSŁAW CZYŻYKIEWICZ - pieśniarz, malarz:

Recital Hani mam opisać, w dodatku krótko - „miejsca nie ma” !
- więc biorę się do tego wierszem, bo to jest temat na poemat.....
w którym by główne role grały, efekty, które łatwo streszczę :
wlepione w Hanię mokre gały, podziw i zachwyt, ciary, dreszcze.

Myślałem - wbity w mebel prosty, czując, że w ustach mi wysycha,
że Głos Jej jest – Element Boski, a Ona cała jest – Muzyka.....
i żeby dłużej trwała chwila, w której nadprzyrodzone słyszę dźwięki....
i że dotyczy mnie przywilej, że jestem Hani bardzo wdzięczny.

Mirosław Czyżykiewicz

JANUSZ KUKUŁA – reżyser, poeta:

Hania jest, jak zapach bzu, którego nie można zamknąć nawet w najpiękniejszej butelce perfum. Hania jest, jak głos, bez którego nie moglibyśmy opowiedzieć o tej części wrażliwości, która boi się o sobie mówić. Hania jest bliska i współczująca i dlatego my też jesteśmy trochę lepsi, trochę mądrzejsi, delikatniejsi, spokojniejsi i trochę mniej zagubieni. Słuchajcie jej ! To pomoże Wam usłyszeć siebie.

Janusz Kukuła



powrót