RECENZJE

W sobotę i niedzielę (23,24 stycznia 2010) na Nowej Scenie stołecznego Teatru Muzycznego Roma wystąpiła Hanna Banaszak, prezentując repertuar odświeżony, ale jak zwykle zróżnicowany w klimacie.
(…) Znam fanów tropiących wszystkie jej występy, gotowych siedzieć na schodach. W Warszawie koncertuje z wielomiesięcznymi przerwami, za każdym razem inaczej konstruując występ, dodając nowe elementy. Poza tym, Hanka Banaszak jest na naszym muzycznym polu unikatem: ogromna skala głosu, wyczucie swingu, aktorski talent i wielka kultura sceniczna. Bez trudu żongluje gatunkami muzycznymi. Zmienia głos od niskiego, nieco zachrypniętego szeptu w melodeklamacjach, po przenikliwe wysokie dźwięki, które wokalizą udają trąbkę. Do tego wdzięk, poczucie humoru i klasa. Nic dziwnego, że śpiewa przy pełnych salach. Nawet mróz nie zraził publiczności. (…) Od roku występuje z nowym zespołem. To kwartet wirtuozów – kompozytorów, w razie czego gotowych zaśpiewać. Tym razem zademonstrowali wokalne umiejętności, opisując zmienne humory bohaterki wieczoru (słowa napisał Wojciech Młynarski). „Banaszak Hanka – dobra, albo zła” nie pozostała dłużna i w tym samym żartobliwym tonie opisała grupę. Podobnie zabawowych utworów tym razem nie było. Artystka (Banaszak nie cierpi określenia gwiazda) skłania się ku tekstom refleksyjnym i poważnym. Nawet sama się mityguje, czy aby nie przesadza z filozofią na scenie. Pojawiła się na niej, jak zwykle ubrana na czarno. Najpierw rozgrzewała salę jazzowymi standardami, które od dawna ma w repertuarze. Po „ Don”t get around much anymore” Ellingtona zaskoczyła widzów raptowną zmianą nastroju – zinterpretowała po swojemu „Serce”, wielki przebój Grechuty z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza. Smutek przerodził się w dramat w wierszu Jonasza Kofty „ Samba przed rozstaniem”. I znów poluzowało, kiedy zabrzmiała „Samba życia” Mendesa. Kulminacją okazała się …..trąbka, a raczej jej imitacja. Rewelacyjną wokalizą Chucka Manione „ Dzieci Sanchezja” Hanna Banaszak porwała widownię. Potem wyciszyła emocje, śpiewając przeróbkę Młynarskiego tytułowej piosenki z filmu „Alfie” – „Wszystko w życiu ma finał…”. To byłby finał, gdyby nie bisy, dzięki którym, dowiedzieliśmy się, że artystka ma swój wkład w Rok Chopinowski. Rzecz jasna własny.

Monika Małkowska
( Rzeczpospolita )



powrót